Lasek pomidorków

lasek-pomidorkow-1

Sadzonki pomidorów rosną już w nowych doniczkach. :)

Taka zmiana pojemników, za każdym razem do większego jest konieczna, gdyż rośliny rozrastają swój system korzeniowy, a poza tym na parapecie okiennym (bo mam tylko takie możliwości) zbytnio wyciągają swoje łodyżki.

To już drugie takie przesadzenie, dlatego następnym razem będą wysadzone już do gleby.

W tym roku zrobię to wcześniej, ponieważ budowa szklarni, na którą tak bardzo czekałam, wreszcie została ukończona. ;)

Jeśli wysadza się rośliny pod tzw. „chmurkę”, to z sadzeniem trzeba poczekać aż minie zagrożenie porannych przymrozków. Najczęściej jest to dopiero w połowie maja – po tzw. „zimnych ogrodnikach”.

Zimni ogrodnicy to św. Pankracy, św. Serwacy oraz św. Bonifacy, których imieniny przypadają kolejno 12, 13 i 14 maja. No i ostatni dzień to 15 maja – tzw. „zimna Zośka”.

A do tego czasu sadzonki pomidorów będę sobie zasilać jakimś wieloskładnikowym nawozem, aby rosły w siłę i miały się pięknie.

lasek-pomidorkow

Pomidorowe początki

sadzonki-pomidorow-1

Dzisiaj moje sadzonki pomidorów są już dwa razy większe od tych które widać na zdjęciach.

Mają po dwie pary listków i z pewnością wkrótce będę musiała je przesadzić do nowych, większych doniczek.

W tym roku nasionka różnych odmian pomidorów wysiałam do kartoników po jajkach – to taki domowy odpowiednik profesjonalnych multiplatów.
W jednym nazwanym przeze mnie „okienku jajowym” wysiałam po 3 – 4 nasionka. Robię tak zawsze, bo mam wówczas pewność, że gdy wzejdą wszystkie, to te słabsze roślinki po prostu uszczknę.
Częściej jednak szkoda mi każdej roślinki i przesadzam wszystkie do oddzielnych doniczek, a potem obdarowuję sąsiadkę albo koleżankę z pracy.
To nic, że koleżanka nie ma ogródka – pomidorki (szczególnie te odmiany koktajlowe, o drobnych owocach) – można przecież uprawiać w donicach na balkonie czy tarasie. :)
bawole serce (2)Co roku robię rozsady pomidorów, papryki słodkiej i ostrej, sałaty, ogórków, dyni, cukinii czy jednorocznych ziółbazylii i majeranku.

Pomidory i paprykę wysiewam już pod koniec lutego albo na początku marca. Dzięki temu na początku maja mam ładnie podrośnięte rośliny własnej produkcji. Gdy minie niebezpieczeństwo przymrozków mogę wysadzić je do ogrodu.

Sprawdziłam kilka odmian pomidorów, które ładnie u mnie plonują, dlatego co roku produkuję własną rozsadę właśnie tych odmian.
Są to: pomidory koktajlowe Cherry i Cytrynek, pomidor Bawole serce (klik) o bardzo smacznym miąższu oraz bardzo dużych owocach, pomidory Kmicic lub Limo (klik), które ze względu na zwarty miąższ super nadają się aby zrobić z nich przetwory np. kostkę z pomidorów (klik) lub suszone pomidory w złocistym płynie (klik).

Wysiewam też pomidory takich odmian jak: Gigant, Ożarowski pomarańczowy lub malinowy.

-pomidor LimoTuż po wysianiu nasionek ziemię (używam specjalnej ziemi do pikowania) regularnie zraszam i przykrywam przeźroczystą przykrywką (wierzch z kartonika po jajkach).

Można też przykryć folią lub kawałkiem tafli szklanej – ważne, gdyż ziemia jest wówczas dłużej wilgotna a nasionka będą miały dostateczną ilość wody, aby móc ładnie zakiełkować.
Gdy roślinki wzejdą przykrywanie nie jest już konieczne.

W momencie gdy wykiełkowane roślinki mają już ładnie wykształconą drugą parę właściwych listków przesadzam je (każdą osobno) do nowych dwa razy większych doniczek.
Podczas przesadzania należy uważać aby nie uszkodzić bardzo wątłych roślinek i ich cieniutkich korzonków.
Ponadto sadzić należy głębiej niż rosły w multiplacie, przykrywając ziemią wybujałą łodyżkę. Z przysypanej łodygi wyrosną korzonki co uczyni roślinkę mocniejszą.

Czynność tę powtarzam jeszcze dwukrotnie, za każdym razem przesadzając do większej doniczki.

Takie małe prace ogrodnicze to nie tylko świetna zabawa. To również w końcowym efekcie niezłe plony i co najważniejsze smaczne i zdrowe warzywa z dużą dozą włożonego w nie własnego serduszka.

Ponadto nic nie zastąpi radości, jaka towarzyszy momentowi kiedy zrywa się i zjada cudownie pachnącego pomidora prosto z krzaczka. :)

nasionka-2

 

sadzonki-pomidorow

papryka (1)

 

Szklarnia – bardzo potrzebna

Tak wyglądają moje pomidory po wczorajszym deszczu i zimnej nocy  :cry:

Na szczęście tylko Malinowy Ożarowski (na zdjęciu) odczuł to najmocniej. Owoce były popękane, tak jakby ktoś zrobił im nożem głębokie nacięcia.

Pomidory wykorzystałam od razu, inaczej zepsuły by się niechybnie. Dodałam je do chili con carne (klik).

 

 

Sąsiad zrobił w zeszłym roku tunel foliowy. Z pewnością jego pomidorom nic się stało.

U nas stoi już konstrukcja z kątowników. Na wiosnę została wymalowana. Niestety brakło czasu, aby ją oszklić. Była połowa maja, a mnie spieszyło się z posadzeniem sadzonek pomidorów.

Jak tylko pozbieram wszystkie pomidory zlikwiduję krzaczki, z pewnością prace z dokończeniem szklarni zostaną wznowione i na przyszły rok nie będę już martwić się niezbyt łaskawą dla pomidorów pogodą.

 

W tym roku udało nam się wykonać specjalną konstrukcję ułatwiającą prowadzenie krzaczków.

Konstrukcja to kilka (u nas 4) pionowych słupków (wysokie na 160 cm), które dla ich ustabilizowania połączone są poziomymi rurkami.
Pomiędzy słupkami został rozciągnięty kabel do którego przywiązywałam krzaczki.

Kable prowadzone zostały na kilku poziomach. Odległość między kablami to jakieś 25-30 cm.

Na zdjęciu możecie podglądnąć jak to wygląda – widać skrajny słupek i sposób połączenia z poziomą rurką.

Tak więc widzicie, że fachowo podchodzimy z mężem do uprawy pomidorów.
Jak tylko uda nam się oszklić konstrukcję, w przyszłym roku będę mogła wysadzić sadzonki dużo wcześniej.

Pomidory uprawiane pod szkłem są również mniej narażone na choroby grzybowe. Zatem same korzyści nas czekają :).

A oto jeszcze jedno zdjęcie uszkodzonych owoców Malinowego pomidora :(.

Moja duma w warzywniaku

Połowa września.

W ogrodowym warzywniaku powoli robi się pusto. Nieubłaganie nadchodzi jesień.

A ja dopiero dzisiaj zebrałam pierwszy, pełny kosz z pomidorami. Bardzo późno w tym roku. A to dlatego, że moje krzaczki (tuż po wysadzeniu) bardzo brutalnie potraktował grad.

Długo nie mogły się odrodzić. Na szczęście u nasady liści pojawiły się boczne pędy. Normalnie ich nadmiar usuwam, ale w tym przypadku był to warunek „być albo nie być” dla pomidorów.

Krzaczki zostały zrekonstruowane i dzięki temu, mam w ogóle w tym roku pomidory :).

Odmianą, którą najbardziej sobie cenię jest pomidor Bawole Serce.
Ma bardzo mięsiste owoce, prawie pozbawione pestek. Pomidory wybarwiają się na kolor malinowy. Są bardzo smaczne.

Jego owoce to chyba olbrzymy wśród pomidorów. Jeden z tych, który wczoraj zerwałam ważył 651 g (to ten po prawej stronie na zdjęciu). Na krzaczku mam jeszcze kilka innych, które wyglądają na równie duże. Ciekawe jakie ostatecznie urosną, bo czytałam, że mogą ważyć nawet kilogram.

 

Ze względu na wielkość owoców, odmiana ta wymaga specjalnych podpór. Inaczej krzaczki mogłyby się złamać.

Dlatego, mój małżonek zaprojektował i wykonał specjalną konstrukcję, która służy również wszystkim naszym pomidorom.

Konstrukcja składa się z kilku słupków, wykonanych z metalowych rurek, pomiędzy którymi rozciągniętych jest kilka poziomów kabli.

 

 

W jednym rzędzie postawione zostały 4 słupki. Pomiędzy nimi posadziłam po 2 krzaczki pomidorów.

Za pomocą włóczki przywiązywałam łodygi pomidorów do poziomych kabli.

Pomidory sadziłam do głębokich dołków, bo stojące na parapecie okiennym sadzonki bardzo mocno wybujały. Mogłam więc wsadzić je głębiej, zostawiając jedynie po 2 pary liści nad ziemią. Głębokie sadzenie pomidorów ma też taką zaletę, że pod ziemią łodyga puszcza korzonki i w ten sposób buduje sobie mocny system korzeniowy.

Na dno każdego dołka wsypałam granulat kurzeńca (ilość zgodnie z opisem na opakowaniu). Następnie przysypałam go ziemią, tak aby korzonki sadzonki nie stykały się z nim bezpośrednio. W innym przypadku, nawóz mógłby uszkodzić roślinę.

Dodatkowo, każdy pomidor dostał ode mnie osłonkę wykonaną z plastikowej 5 l butelki po wodzie mineralnej.
Spełniała ona rolę lejka podczas podlewania.
Miałam w ten sposób pewność, że woda i nawóz z pokrzywy, którym co roku podlewam pomidory, trafił prosto do korzeni rośliny.

W przyszłym roku zamierzam nawozić również przefermentowanym kurzeńcem. Czytałam, że świetnie po nim rosną.

Aby uniknąć chorób, które potrafią zniszczyć dosłownie w jeden dzień całą plantację, opryskujemy je stosując środki chemiczne. Niestety nie mam odwagi zapobiegać chorobom naturalnymi metodami. Zbyt dużo czasu poświęcam przygotowując, już od marca rozsady, aby później pozostawić je samym sobie.

Stosując karencję przy opryskach, mam przecież gwarancję, że owoce będę zdrowe i bezpieczne.
O stosowanych przeze mnie preparatach, napiszę na pewno w innym poście.