Moja duma w warzywniaku

Połowa września.

W ogrodowym warzywniaku powoli robi się pusto. Nieubłaganie nadchodzi jesień.

A ja dopiero dzisiaj zebrałam pierwszy, pełny kosz z pomidorami. Bardzo późno w tym roku. A to dlatego, że moje krzaczki (tuż po wysadzeniu) bardzo brutalnie potraktował grad.

Długo nie mogły się odrodzić. Na szczęście u nasady liści pojawiły się boczne pędy. Normalnie ich nadmiar usuwam, ale w tym przypadku był to warunek „być albo nie być” dla pomidorów.

Krzaczki zostały zrekonstruowane i dzięki temu, mam w ogóle w tym roku pomidory :).

Odmianą, którą najbardziej sobie cenię jest pomidor Bawole Serce.
Ma bardzo mięsiste owoce, prawie pozbawione pestek. Pomidory wybarwiają się na kolor malinowy. Są bardzo smaczne.

Jego owoce to chyba olbrzymy wśród pomidorów. Jeden z tych, który wczoraj zerwałam ważył 651 g (to ten po prawej stronie na zdjęciu). Na krzaczku mam jeszcze kilka innych, które wyglądają na równie duże. Ciekawe jakie ostatecznie urosną, bo czytałam, że mogą ważyć nawet kilogram.

 

Ze względu na wielkość owoców, odmiana ta wymaga specjalnych podpór. Inaczej krzaczki mogłyby się złamać.

Dlatego, mój małżonek zaprojektował i wykonał specjalną konstrukcję, która służy również wszystkim naszym pomidorom.

Konstrukcja składa się z kilku słupków, wykonanych z metalowych rurek, pomiędzy którymi rozciągniętych jest kilka poziomów kabli.

 

 

W jednym rzędzie postawione zostały 4 słupki. Pomiędzy nimi posadziłam po 2 krzaczki pomidorów.

Za pomocą włóczki przywiązywałam łodygi pomidorów do poziomych kabli.

Pomidory sadziłam do głębokich dołków, bo stojące na parapecie okiennym sadzonki bardzo mocno wybujały. Mogłam więc wsadzić je głębiej, zostawiając jedynie po 2 pary liści nad ziemią. Głębokie sadzenie pomidorów ma też taką zaletę, że pod ziemią łodyga puszcza korzonki i w ten sposób buduje sobie mocny system korzeniowy.

Na dno każdego dołka wsypałam granulat kurzeńca (ilość zgodnie z opisem na opakowaniu). Następnie przysypałam go ziemią, tak aby korzonki sadzonki nie stykały się z nim bezpośrednio. W innym przypadku, nawóz mógłby uszkodzić roślinę.

Dodatkowo, każdy pomidor dostał ode mnie osłonkę wykonaną z plastikowej 5 l butelki po wodzie mineralnej.
Spełniała ona rolę lejka podczas podlewania.
Miałam w ten sposób pewność, że woda i nawóz z pokrzywy, którym co roku podlewam pomidory, trafił prosto do korzeni rośliny.

W przyszłym roku zamierzam nawozić również przefermentowanym kurzeńcem. Czytałam, że świetnie po nim rosną.

Aby uniknąć chorób, które potrafią zniszczyć dosłownie w jeden dzień całą plantację, opryskujemy je stosując środki chemiczne. Niestety nie mam odwagi zapobiegać chorobom naturalnymi metodami. Zbyt dużo czasu poświęcam przygotowując, już od marca rozsady, aby później pozostawić je samym sobie.

Stosując karencję przy opryskach, mam przecież gwarancję, że owoce będę zdrowe i bezpieczne.
O stosowanych przeze mnie preparatach, napiszę na pewno w innym poście.

 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.